miało nie być
ile razy można wracać do punktu wyjścia? jak gryzie i drapie, i boli, i haczy, nijak nie chce tak, jak mi się nieskładnie marzy. gubi i marznie. tak czasem można tupnąć i niech działa, tak samo rozsądnie jak kolejność słów. one przeraźliwie przestają istnieć, nieostre gdzieś w głębi, na dnach niepełnych, niewidocznych i niedosłyszalnych. balansuję pomiędzy istnieniami, nad f(x)=x^2+4x-3, jeb i po sprawie.
ale najważniejsze, że szczęśliwa :*
(Source: carroten)