bo złą kobietą jestem?
kolejny dzień braku kreatywności.
niby kilka stron dalej, w sumie niewiele, a taka zmiana. miliard stopni w lewo.
zdziwiłoby mnie gdyby było tak jak jest parę tygodni temu, ale dziś chyba nie dziwi mnie już nic. częstsze w pełni szczere rozmowy z, w zasadzie obcymi ludźmi. na razie nie chcę tego zmieniać, bo chyba potrafią uświadomić o wiele więcej. przynajmniej ta wczorajsza, za co bardzo dziękuję temu panu. podniosła poczucie własnej wartości i jednocześnie uzmysłowiła to czego raczej mogłam się spodziewać. nie chcę, a nawet gdybym chciała to chyba bym mimo wszystko nie potrafiła. jakby nie patrzeć, jakby się nie starać to wszystko zostawiło wielką ranę szarpaną, której mimo najszczerszych chęci nie da się zalepić od tak byle gównem.
będę okropna, będę się bawić, będę się śmiać i upijać, będę nie zważać na to wszystko. a może nie muszę już mówić ‘będę’?
jak dobrze, że już mnie nie znasz, że tylko ci się tak wydaje. ale nie martw się, nie zamierzam starać się udowodnić ci, że się mylisz. wszystko zostanie jak było. o tak, pozwolę ci myśleć co chcesz, poczuj moje miłosierdzie. nie pytaj i tak nic ci nie powiem.
bynajmniej nie mam podłego humoru, gorszego dnia, napięcia przedmiesiączkowego czy czegoś tam jeszcze. wręcz przeciwnie, dawno nie było mi tak idealnie, tak wspaniale beztrosko, dawno nie miałam na to wszystko aż tak wyjebane.
z wulgarnością i pijaństwem jest mi dobrze. komplementy chyba w ogólnym rozrachunku źle na mnie wpływają, choć jak na mój gust to było dobre.
dobre i potrzebne.
‘teraz powiedz mi dlaczego jesteś sama. przecież nic nie dzieje się od tak.’